Susa

Susa

Na początku lipca 2018 roku miałem okazję pierwszy raz w życiu zwiedzić państwo na innym kontynencie. Decyzja zapadła w styczniu tego samego roku, że wraz z rodziną jedziemy na wakacje do Tunezji! Niestety, w tym poście nie opiszę jak poradziłem sobie z organizacją przelotów czy noclegów, gdyż jechaliśmy do tego kraju za pośrednictwem biura turystycznego. Cały nasz pobyt był w Hotelu Marhaba Beach w mieście Susa. Ja natomiast, w tym miejscu spędziłem tylko 4 dni, ponieważ już 3 dnia wyruszyłem w podróż po Tunezji. Pierwsze wzmianki na temat tego miasta pochodzą z IX w.p.n.e. jako kolonii fenickiej. Miasto Susa zostało wpisane na światową listę dziedzictwa UNESCO w 1988 roku. Miejscowość ta niestety, posiada czarną plamę na kartach swojej historii, ponieważ w czerwcu 2015 roku w ośrodku turystycznym Port El Kantaoui, oddalonym o 3 km od naszego miejsca zakwaterowania doszło do ataku terrorystycznego w wyniku którego zginęło 39 osób. Pierwsze narzucające się pytanie na usta to, czy tam na pewno jest bezpiecznie? Tak, jest. Przede wszystkim jest bezpiecznie w obrębie kurortów turystycznych. Gdziekolwiek się nie poruszałem widziałem policjantów, ochroniarzy, a przy meldowaniu się w hotelu, pierwszą rzeczą, którą musieliśmy zrobić była rewizja naszych bagaży. Sytuacja niestety wygląda nieco inaczej już w samym mieście. Oczywiście, tam też zaobserwowałem wszędzie patrole policji, natomiast nie czułem się tam bezpiecznie. Miejscowość sama w sobie niestety nie bardzo mnie urzekła. Susa w głównej mierze utrzymuje się z dochodów płynących od zagranicznych turystów. Hotele, które utworzyły w linii brzegu morza Śródziemnego odciętą od miasta zabudowę, nie sprzyjają jakiejkolwiek interakcji z mieszkańcami. Co gorsze, spacerując wzdłuż plaży zauważyłem mocny podział pomiędzy kąpieliskami dla turystów a lokalnych mieszkańców. W momencie, w którym przechodziłem przez plaże, z której korzystali mieszkańcy Susy – odnosiłem wrażenie pewnej niechęci do “białasa z Europy”. No cóż, nie było to zbyt komfortowe. Do samego centrum historycznego miasta, próbowałem się dostać 3 razy. Za pierwszym razem, powstrzymał mnie upał, który tego dnia wynosił nawet 40°C, a ja bohater tej przygody, poszedłem w okolicach godziny 13, gdzie nawet chill na leżaku przy tej temperaturze był nierealny. Kolejny raz postanowiłem “ruszyć na miasto” w godzinach wieczornych tego samego dnia wraz z moją młodszą kuzynką. Tym razem również się nie udało, gdyż po drodze zaczepiło nas kilkunastu tubylców z chęcią sprzedaży wszystkiego co mieli. Serio, nie żartuję! Jeden pan za drobną opłatą, pozwalał nawet skorzystać ze swojej wagi, którą miał wystawioną na chodniku. ?  Po 30 minutach błądzenia, zapytałem się o drogę do centrum miasta jednego z lokalsów. Ten miły pan i owszem pokazał nam ją, natomiast nie liczyliśmy na to, że będzie osobiście nam towarzyszył w tej drodze. Niestety po 20 minutach marszu z nim, zaczęliśmy się czuć nieswojo, gdyż totalnie nie wiedzieliśmy, gdzie nas prowadzi. Podziękowaliśmy. Oczywiście nie za darmo, bo przecież tutaj każdy na wszystkim musi zarobić. Moje trzecie i ostatnie podejście było kolejnego dnia. Niechętnie nastawieni na jakiekolwiek zaczepki ze strony naganiaczy, doszliśmy do Wielkiego Meczetu, ale i tym razem pewien miły pan przez 10 minut zawracał nam głowę. Po obejściu medyny, wzdłuż murów meczetu i rozstawionych targowisk, postanowiliśmy jak najszybciej wrócić do naszego hotelu.. Miasto nie będzie przeze mnie zbyt miło wspominane. Czułem się tam niekomfortowo, a sama miejscowość stworzyła pewnego rodzaju podział między sobą a turystami. Oczywiście były też plusy, które oferowała nam Susa – czyli ogromny wachlarz sportów wodnych za niewielkie pieniądze. Ja skusiłem się na dyscyplinę zwaną parasail. Polega ona na holowaniu spadochronu za pomocą motorówki. Mówię wam, czysty odlot! ?

 



1 thought on “Susa”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *