Kraj / Kultura / Ludzie

Kraj / Kultura / Ludzie

Wczesnym rankiem, trzeciego dnia mojego pobytu w Tunezji wyruszyłem zwiedzać kraj. Wycieczka była zorganizowana przez biuro podróży, a moim przewodnikiem był Tunezyjczyk, który biegle posługiwał się językiem polskim. O godzinie 6:30 pod bramę hotelu nadjechał mały bus z piątką uczestników wyprawy. Naszym pierwszym przystankiem na trasie był rzymski amfiteatr zlokalizowany w miejscowości Al-Dżamm. Obiekt został zbudowany w III w.p.n.e., posiada trzy kondygnacje arkad, które zostały wzniesione w porządku korynckim. W 1979 roku obiekt ten został wpisany na światową listę dziedzictwa UNESCO. To właśnie jego tło posłużyło w 2000 roku do nakręcenia filmu “Gladiator”. Kolejnym naszym przystankiem były podziemne mieszkania troglodytów w Matmata. Obecnie w tych obiektach nikt nie mieszka, natomiast są one utrzymywane przez rodziny, które pierwotnie mieszkały w nich. Muszę przyznać, iż we wnętrzach tego budownictwa faktycznie było zimno.

Po 8 godzinnej jeździe naszym mini busem, dotarliśmy do Gubernatorstwa Kibili, gdzie miał odbyć się punkt kulminacyjny dzisiejszej wycieczki, czyli jazda na wielbłądach po Saharze przy zachodzie słońca. Zdecydowanie, było to wydarzenie, które będę najmilej wspominał z całej wyprawy. Podsumuję tą wycieczkę hasałem biura turystycznego “żywe wspomnienie z Tunezji”.

Po powrocie z pustyni, spędziłem wieczór wraz z uczestnikami naszej ekspedycji nad basenem w bardzo kameralnym, aczkolwiek przepięknym Golden Yasmin Hotel zlokalizowanym w Duz. Kolejnego dnia wstaliśmy w środku nocy, gdyż nasza kolejna podróż rozpoczęła się o godzinie 3 rano i podczas której, mieliśmy zapewniona eskortę policji, ponieważ ten obszar uchodził za niebezpieczny. Naszym pierwszym przystankiem tego dnia było słone jezioro Wielki Szott, gdzie mogliśmy obserwować wschód słońca. Jedna z uczestniczek innej wycieczki (obstawiam, że była z Rosji) zrobiła mi w tamtym momencie nastrój, ponieważ zaczęła grać na australijskim instrumencie zwanym drumla. Powoli wschodzące słońce na przeogromnym obszarze wysuszonego jeziora… a w tle ten instrument.. Po prostu, czad! ? Następnym naszym przystankiem na trasie była Oaza Chebika. Magiczne miejsce, z czystym sercem mogę powiedzieć, że znajduje się wysoko w zestawieniu miejsc, które już widziałem. Jedyną rzeczą, która wywarła na mnie negatywne wrażenie, była ilość turystów w tamtym miejscu. Naszej ekipie udało się tego dnia przyjechać jako pierwszej, więc w małym gronie zwiedziliśmy tą oazę, niestety już pod koniec wyprawy zaczęły zjeżdżać się autobusy z pielgrzymkami turystów, co przedstawia jedno z poniższych zdjęć. Oczywiście nie popadam w hipokryzję, gdyż jednym z tych turystów byłem też ja! Muszę wspomnieć również o kociakach, które były w tym kraju. Zakładam, iż większość, którą spotkałem były to po prostu “dachowce”, natomiast wyglądały one jak hybryda sfinksa z domowym kotem, były przepiękne! ?

Biuro turystyczne, które organizowało nam wycieczkę przygotowało dla nas kolejną atrakcję, czyli jazdę jeep’em przez pustynię! Pomimo chęci, naszego nowego pana kierowcy, nie udało mu się zapewnić takiej dawki adrenaliny, jaką serwował nam kierowca naszego mini busa. Okazało się bowiem, że nasz pan kierowca na co dzień jest taksówkarzem, także czytując klasyka reklamy: “ograniczenia i limity – nie interesują mnie”.. Przez całą trasę licznik naszej, kolokwialnie mówiąc “pralki” nie schodził poniżej 110 km/h. Takim oto sposobem, nasz pan kierowca otrzymał ksywę Robert Kubica! ? Wracając jednak do jazdy jeep’em. Punktem kulminacyjnym na tej trasie okazało się miasteczko Tatooine położone w samym centrum pustyni, czyli miasteczko stworzone na potrzeby filmu Gwiezdne Wojny! Samo miasteczko jest zachowane w świetnym stanie, patrząc na to, iż większość tych budynków jest wykonana na drewnianym stelażu przekryta warstwą gipsu. Oczywiście, nie byłbym sobą, gdybym nie znalazł jakiejś negatywnej strony. Tym razem byli to tubylcy, którzy w chęć wzbogacenia się, sprzedawali to co mieli. Tym razem była to możliwość zrobienia sobie zdjęcia z kobrą lub skorpionem zamkniętym w plastikowej butelce lub z jastrzębiem albo fenkiem pustynnym, które były przywiązane do  sznura. Okropne, nie wyobrażam sobie jak te zwierzęta musiały się czuć. Wystraszone, zamknięte w klaustrofobicznej butelce, która przy temperaturze 40°C nagrzewa się w mgnieniu oka..?

Ostatnim naszym przystankiem, podczas wyprawy było miasto Kairuan. Znajdujący się tutaj wielki meczet Sidi Ukby wraz z medyną zostały wpisane w 1988 roku na światową listę dziedzictwa UNESCO. Łącznie przez dwa dni przejechałem, znaczną część Tunezji, zwiedzając przy okazji jej największe atrakcje. Przez 33 godziny przejechaliśmy około 1100 km!



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *