Moteng

Moteng

W drugi weekend września wraz ze studentami z Niemiec wyruszyliśmy w podróż w celu spędzenia kilku dni w Górach Smoczych. W czwartkowy wieczór dotarliśmy wynajętym przez nas samochodem do naszego zakwaterowania. Noclegi zarezerwowaliśmy w Amphitheatre Backpackers Lodge. Z racji iż szlak górski, the Amphitheatre, który był naszym punktem docelowym, znajduje się na granicy z państwem Lesotho, zaraz po przyjeździe obsługa zaproponowała nam zorganizowaną wyprawę do lokalnej wioski w tym kraju. Bez chwili zastanowienia podjęliśmy decyzję o rezerwacji tej wycieczki. Kolejnego dnia, po zjedzeniu śniadania wyruszyliśmy w trasę małym busem do Lesotho. Wraz ze mną i trójką innych studentów z Niemiec, towarzyszyli nam turyści z Czech, Dani, Belgi i Holandii. Po wjeździe na terytorium innego państwa odbyła się kontrola paszportowa. Na moje nieszczęście okazało się, że potrzebuję wizy, której nie mogę kupić na granicy. W tej sytuacji musiałem się wykazać odrobiną uroku osobistego i po wdrążeniu “planu B”, udało mi się uzyskać zgodę na wjazd do tego kraju. ? Lesotho jest państwem, które w 1966 roku uzyskało niepodległość, tym samym wydostając się spod brytyjskiej kolonizacji. Kraj jest biedny. Zaraz po przekroczeniu granicy, z drogi zniknął asfalt. Ludzie, którzy żyją w tej wiosce nie mają prądu. A co za tym idzie – ich podstawowym wyposażeniem w domach są wyłącznie niezbędne meble do codziennej egzystencji… Nie ukrywam, że to miejsce zaskoczyło mnie – było właśnie państwem, które sobie wizualizowałem całe życie, myśląc o Afryce. Życie płynie tutaj powoli, ludzie są uśmiechnięci. Nie narzekają, że są biedni – wręcz przeciwnie, jak głosi powiedzenie “im mniej masz, tym więcej dajesz”. Ich pozytywna energia, radość z życia i życzliwość są wręcz nie do opisania!

Wioska Moteng jest zlokalizowana na północnym krańcu Lesotho, tuż przy granicy z państwem Republiki Południowej Afryki. Miejscowość znajduje się w dolinie łańcucha Gór Smoczych w przełęczy Monantsa. Naszym pierwszym przystankiem podczas wyprawy była szkoła podstawowa. Na naszą ekipę czekała w obiekcie nauczycielka, która z ogromną radością uczyła nas podstawowych zwrotów w ich ojczystym języku sotho. Opowiedziała nam również historię założenia szkoły, której najstarszy budynek został wybudowany w 1972 roku. Podczas naszego spotkania, zadała nam wszystkim pytanie jak się nazywamy i skąd jesteśmy. Po uzyskaniu odpowiedzi, pozwoliła sobie na kilka zdań komentarza na temat danego kraju. Przykładowo, gdy dowiedziała się, że jeden z uczestników pochodzi z Czech – skomentowała to w taki sposób, że jest chyba pierwszą osobą, która jest w tej wiosce z tego państwa. Po przedstawieniu się uczestników z Niemiec, Dani, Holandii i Belgi – nadszedł czas na mnie. Po wypowiedzeniu zdania, że pochodzę z Polski, jej osoba wybuchła wielkim entuzjazmem! Oczywiście, ten entuzjazm był uzasadniony. Kilka lat temu, pewne małżeństwo właśnie z Polski, które miało okazję zwiedzić ten kraj – zafundowało pokrycie kosztów budowy nowego dachu w jednym z budynków szkoły. Nie ukrywam, że w tym momencie moja duma urosła dziesięciokrotnie! Na tle wyżej wymienionych państw kolonialnych, które głównie dążyły do odkrywania nowych terenów, nie w imię chęci niesienia pomocy, lecz głownie w imię chęci wzbogacenia się, często niszcząc osiągnięcia danych cywilizacji, doprowadzając do upadku wielu tradycyjnych plemion i ich kultur.. Wyróżnienie mojej osoby właśnie ze względu na moją narodowość, było dla mnie kompletnym zaskoczeniem i nie ukrywam, że w tym momencie byłem cholernie zadowolony z tego faktu, że ludzie z mojego kraju pomagają, a nie tylko są beneficjentami, czerpiącymi profity ze wszystkiego. Pani nauczycielka opowiedziała nam też, że do szkoły uczęszczają dzieciaczki, które każdego dnia muszą pokonać drogę zajmującą im co najmniej godzinę, aby dotrzeć na zajęcia.. Po oprowadzeniu nas po budynkach, ruszyliśmy w wędrówkę po górach Smoczych z przewodnikiem, który pochodził z plemiona Soto.

Lesotho jest najwyżej położonym krajem na świecie oraz państwem, którego obszar w całości znajduje się na wysokości powyżej 1000 m.n.p.m. Kraj jest przepiękny, krajobrazy są spektakularne a ludzie po prostu niesamowici! Ogromnie się cieszę, że udało mi się dotrzeć do tego miejsca, pomimo początkowych problemów. Jeżeli kiedykolwiek uda wam się przyjechać na wakacje do RPA, koniecznie zabookujcie jeden dzień na zwiedzenie Lesotho. Przysięgam, nie będziecie żałować! Początkowo planowaliśmy pojechać swoim, wynajętym samochodem do stolicy państwa Maseru. Okazało się to jednak awykonalne, ze względu na to, iż nie moglibyśmy podróżować w innym kraju wynajętym samochodem z RPA. Drugim powodem rezygnacji ze stolicy, była konieczność posiadania przeze mnie wizy. Trzeci powód, który zadecydował o rezygnacji z pomysłu podróży przez ten kraj do stolicy, była fatalna kondycja dróg, która uniemożliwiłaby nam dotarcie do Maseru. Mam nadzieje, że uda mi się jednak wrócić do tego kraju i zwiedzić kiedyś ich stolicę. Natomiast, kompletnie nie żałuję że udało mi się zwiedzić tradycyjny ruralistyczny obszar. Ba! uważam, że ta wycieczka była zdecydowanie ciekawsza niż zwiedzenie miasta.

Podczas naszej wędrówki pokonaliśmy łącznie 10 kilometrów. Trasa, którą wybrał nam nasz przewodnik przebiegała głównie dookoła tej miejscowości i przełęczy Monantsa. Zgodnie z rekomendacją naszej obsługi w hostelu, szlak nie należał do zbyt trudnych i nadawał się dla osób bez kompletnego doświadczenia – czyli mnie.?

Nasz przewodnik podczas wyprawy pokazał nam również malowidła naścienne, które mają prawdopodobnie około 3000 lat! Jedno z poniższych zdjęć prezentuje jak Sechmore tłumaczy nam ich znaczenie. Rysunki te zostały wykonane przez Buszmenów, czyli najstarsze plemię zamieszkujące Lesotho. Malowidła te służyły kiedyś do formy komunikacji z innymi plemionami. Na zdjęciu można rozpoznać 3 zwierzęta, od prawej: bawoła, antylopę i żyrafę. Bawół jest zwierzęciem, który często zamieszkuje obszary, gdzie występuje woda. Oznacza to więc, że przemieszczając się w tym kierunku znajdziemy wodę. Antylopa sugerowała to, iż na tym obszarze występują właśnie tego typu zwierzęta. Natomiast żyrafa oznaczała to, iż podróżując w tym kierunku spotkamy inne ludy, takie jak Zulu czy Xhosa. Malowidła te stanowią ciekawy sposób starożytnej niewerbalnej komunikacji, pomiędzy pradawnymi mieszkańcami tych obszarów.

Po pokonaniu wyznaczonej przez naszego przewodnika trasy, nadszedł czas na mały odpoczynek. Udaliśmy się grupą do jednej z tradycyjnych chat, gdzie czekała na nas starsza pani z przygotowanym tradycyjnym posiłkiem. Tym posiłkiem był chleb na parze ze szpinakiem. Mieszkańcy tego kraju spożywają to danie każdego dnia. Nie dlatego, że jest dobre (serio, było przepyszne!). Nie dlatego, że nie lubią mięsa. Spożywają ten posiłek codziennie dlatego, że są biedni. W chatce czekało też na nas lokalne piwo, produkowane właśnie w tym kraju.

Kolejnym naszym przystankiem, była inna chata, gdzie czekał na nas lokalny szaman. Tym razem, mogliśmy usłyszeć historię na temat jego osoby oraz tego, w jaki sposób leczy swoimi wierzeniami ludzi. Do swojego outfit’u miał załączone liczne dodatki, na przykład takie jak wysuszona rączka małpki czy muszelki. Po miłej gościnie i całym dniu atrakcji, udaliśmy się do naszego zakwaterowania znajdującego się za wschodnią granicą państwa Lesotho, spotykając po drodze grupę uczniów wracających ze swoich zajęć.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *