Bergville

Bergville

Wracam po długim czasie do pisania. Dużo się ostatnio u mnie dzieje. Studiuję, podróżuję, surfuję i korzystam z uroków mieszkania w Republice Południowej Afryki. Zanim jednak opiszę moje niedawne podróże, chciałbym zaktualizować stronę o post na temat Gór Smoczych. Wyprawa ta była kontynuacją weekendowego pobytu w Amphitheatre Backpackers Lodge, gdzie kolejnego dnia po piątkowej wyprawie do wioski w Lesotho, udałem się wraz z innymi studentami na hiking po jednym z najbardziej imponujących klifów na ziemi – The Amphitheatre. Naszym celem było zdobycie szczytu Mont-Aux-Sources, który znajduje się na wysokości 3282 m.n.p.m. Muszę przyznać, że nie bardzo zależało mi, aby wspiąć się na tą wysokość, gdyż nie posiadam żadnego doświadczenia związanego z wędrowaniem po górach. Ba! Mam lęk wysokości, co jest głównym motywem unikania tego typu aktywności. Z racji, iż nie posiadałem, żadnej alternatywy na spędzenie tego dnia (oczywiście mogłem zostać cały dzień w naszym zakwaterowaniu), podjąłem decyzję o przyłączeniu się do grupy studentów zamierzających zdobyć ten szczyt. Nie było łatwo. Moje przygotowanie na tego typu wyprawy było fatalne. Pierwszy raz w życiu zdobyłem jakikolwiek tysięcznik – z tym, że moim tysięcznikiem był trzytysięcznik! Dodam, że zrobiłem to po kilkudniowej walce z anginą w Vansach! Nie powiem, jest to naprawdę ogromne osiągnięcie! Byłem też ogromnie  zaskoczony popularnością, jaką jest hiking w RPA. Na szlaku spotkaliśmy bardzo dużo osób, które tak jak my planowali zdobyć tego dnia Mont-Aux-Sources.

Naszą trasę rozpoczęliśmy z wysokości około 2,5 tysiąca metrów nad poziomem morza z the Witsieshoek Resort. Wędrówka w jedną stronę zajęła nam około 5 godzin. W celu dostania się na sam szczyt trzeba było pokonać pewien odcinek przy użyciu dwóch drabin łańcuchowych. Oczywiście, wiedziałem o tym scenariuszu, natomiast kiedy zobaczyłem te odcinki oniemiałem. Nie stanowiło to jednak paraliżu związanego ze szczęściem, wręcz przeciwnie – zacząłem panikować czy dam radę. Po chwili wahania podjąłem decyzję pokonania mojego lęku. Udało się! Jestem na szczycie! Widok roztaczający się z Gór Smoczych uznawany jest za jeden z najpiękniejszych na świecie. Pasmo górskie, które znajduje się na terytorium RPA, Lesotho i Suazi swoim kształtem przypomina faktycznie grzbiet i ogon smoka.

Pogoda, która była tego dnia należała do bardzo udanych. Niebo było czyste – prawie bezchmurne, co pozwoliło nam napawać się otaczającym krajobrazem. Z tego też szczytu ma swój spadek Wodospad Tugela, który jest drugim pod względem długości spadku wodospadem na świecie – liczy aż 948 metrów! Po zdobyciu mojego 3tysięcznika i godzinnym chillout’cie na szczycie postanowiliśmy zejść z góry. Tym razem, szczęśliwie dla mnie – nie byłem zmuszony używać po raz kolejny drabin łańcuchowych, gdyż zejście odbywało się inną trasą. Tego też wieczoru pojechaliśmy na kolację do oddalonego o 15 kilometrów innego resortu Bingelela, gdzie w nagrodę za dzisiejsze pokonanie swoich słabości wjechał serniczek!

Niedzielnego poranka udaliśmy się do Royal Natal National Park, aby spędzić tam kilka godzin przed powrotem do Durbanu. Park oferuje zwiedzającym liczne przestrzenie umożliwiające zrobienie pikniku czy grilla w otoczeniu niezwykłego krajobrazu. Klif The Amphitheatre zawdzięcza swoją nazwę dzięki kształtowi, który przypomina właśnie amfiteatr. Z perspektywy człowieka znajdującego się w tym parku można to idealnie zaobserwować. Po wędrówce postanowiliśmy zrelaksować się i spędzić nasz pozostały czas robiąc piknik i regenerując siły po tak intensywnym weekendzie.



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *