Pretoria

Pretoria

Mój pobyt w jednej z trzech stolic Republiki Południowej Afryki nie należał do zbyt długich. 5 Listopada byłem w Pretorii dosłownie kilka godzin. Nie zmienia to jednak faktu, iż to miasto wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Plusem, który o tym zadecydował był na pewno fakt, że to miasto jest bezpieczne, zadbane a trawa była przystrzyżona. Do tego miasta dotarłem zamówionym z mojego miejsca zakwaterowania w Johannesburgu uberem. Oba miasta sąsiadują ze sobą, gdyż odległość pomiędzy nimi wynosi zaledwie 50 kilometrów. W tym też mieście zlokalizowana jest Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej, co było moim pierwszym przestankiem podczas zwiedzania tego miasta. Co za cudowne miejsce! Po ponad 3 miesiącach używania codziennie tylko i wyłącznie języka angielskiego, miałem okazję porozmawiania w moim ojczystym języku. Przez cały mój pobyt w RPA tylko i wyłącznie w tym mieście spotkałem kilku Polaków, co nie ukrywam, że było dla mnie dużym zaskoczeniem. Wcześniej uważałem, że spotkam kogokolwiek z Polski podczas mojego pobytu w tym kraju. Tak się jednak nie stało.

Kolejnym moim przystankiem był The Union Buildings. Obiekt ten to nie tylko siedziba rządu RPA, to również symbol pojednania dwóch zwaśnionych stron Anglików i Burów. Zbudowany został po drugiej wojnie burskiej przez angielskiego architekta Herberta Bakera. W tym też miejscu 10 maja 1994 roku została dokonana inauguracja Nelsona Mandeli – pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta RPA po zakończeniu apartheidu. Przed budynkiem znajduje się jego posąg oraz ogromny park, w którym umieszczono pamiątki z okresu I wojny światowej. Obiekt ten stał się ikoną Pretorii i RPA oraz jest symbolem demokracji. W rzeczywistości faktycznie robi spektakularne wrażenie. Tego też dnia, panował bardzo duży upał co nie sprzyjało temu, aby spędzić w tym miejscu za dużo czasu, gdyż afrykańskie słońce dawało o sobie znać.. Po spędzeniu 30 minut w parku pojechałem do pobliskiego centrum handlowego na lunch a po nim zamówiłem ubera, aby dotrzeć do kolejnej atrakcji.

The Voortrekker Monument został zbudowany w 1937 na wzgórzu dla upamiętnienia Wielkiego Treku, czyli ucieczki Burów przed tyranią Imperium Brytyjskiego i kolonizacji terenów obecnego północnego i wschodniego RPA. Obiekt ten jest niemal widoczny z każdego miejsca Pretorii, a sam teren obiektu stanowi świetny punkt widokowy, z którego rozprzestrzenia się panorama miasta. Budynek został stworzony w stylu architektonicznym art déco i jak to monument ma przypominać o historii. Po przekroczeniu głównego wejścia do budynku znalazłem się w Sali Bohaterów. Poniżej gigantycznych, zakończonych ostrołukowo okien znajdują się marmurowe płaskorzeźby, które są największym tego typu dziełem na świecie. Składają się one z 27 sekcji obrazujących historię Wielkiego Treku, od opuszczenia przez Burów Kolonii Przylądkowej w 1835 roku aż do podpisania Konwencji rzeki Sand w 1852 roku. Jako obiekt architektoniczny, czy po prostu pomnik historyczny –  wręcz perfekcyjnie spełnia swoja funkcję. Natomiast historia, która została przedstawiona w tym obiekcie, mam wrażenie, że jest przekłamana. Płaskorzeźby przedstawiają głównie trudności związane z osadnictwem pierwszych białoskórych mieszkańców Afryki Południowej. W tym przypadku byli to potomkowie głównie holenderskich, flamandzkich i fryzyjskich, niemieckich i francuskich kolonistów. Sposób przedstawienia tej historii, idealnie się wpisuje w ramy polityki apartheidu. Pomimo wręcz idealnego założenia architektonicznego, odczuwałem lekki dyskomfort zachwycając się tym obiektem. Chodzi mi głównie o fakt, że historia przedstawiona w the Voortrekker Monument jest przedstawiona tylko z jednej perspektywy – perspektywy białych kolonistów. Pokrzywdzonych, walecznych, którzy życiem zapłacili za zdobycie tych ziem. Nikt, oczywiście nie pomyślał o tym, że ci biali koloniści wjechali z całym swoim koncernem w lokalne społeczności, niszcząc doszczętnie sposób w jaki żyli. Nie muszę dodawać, że rdzenni mieszkańcy na samym starcie byli na przegranej pozycji, walcząc z nowymi intruzami wyposażonymi w lepsze technologie, broń palną itd. Właśnie dlatego, czułem się tam „nieswojo” – nie rozumiejąc, dlaczego nadal owa wystawa istnieje. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo polecam to miejsce. Zdecydowanie ma coś w sobie, a możliwość obserwacji panoramy Pretorii jest dodatkowym atutem. Całość kompleksu przeszedłem w ekspresowym tempie, gdyż w powietrzu unosiła się woń nadchodzącej burzy, która chyba stanowiła o rozładowaniu wszystkich towarzyszących mi emocji w ostatnich dniach. Biegiem dotarłem do zamówionego przeze mnie ubera przed deszczem, aby następnie pojechać do Westlake Eco Estate, czyli mojego miejsca zakwaterowania. Jest to strzeżone osiedle na przedmieściach Johannesburga. Kompleks budynków mieszkaniowych wielorodzinnych tworzy samowystarczalną satelitę w strukturze miasta. Wyposażona jest w niezbędne usługi, restaurację, siłownię, ochronę, która patroluje obszar 24 godziny na dobę. Prawdopodobnie urażę kogoś moim stwierdzeniem, ale to osiedle jest idealnym azylem bezpieczeństwa – takim gettem dla występującego w tym mieście wysokiego procentu zbrodni. To miejsce jest świetne dla ludzi, którzy lubią żyć w bezpieczeństwie, natomiast to bezpieczeństwo wiąże się również z wyrzeczeniami związanymi z rezygnacją z życia w normalnych warunkach (mam na myśli nasz europejski lifestyle). Joburg, nie ukrywam wywarł na mnie bardzo negatywne wrażenie. Przed wyjazdem do RPA naczytałem się niezliczonej ilości artykułów, dotyczących tego jak bardzo niebezpieczne będzie miasto w którym ja zamieszkam, czyli Durban. Według wielu źródeł jest to najbardziej niebezpieczne miasto w tym kraju. Ja nie potwierdzę tej tezy. Dla mnie najniebezpieczniejszym miastem RPA jest Johannesburg, na którym się sparzyłem. Pod koniec dodam tylko, że oba wielkie miasta Republiki Południowej Afryki tworzą ciekawe zestawienie. Pretoria jest zadbana, piękna, bogata, a przede wszystkim bezpieczna. Johannesburg jest jej całkowitym przeciwieństwem: zaniedbane miasto i wszechobecna bieda to pierwsze na co zwróciłem uwagę. Niestety nie jest też tam bezpiecznie – idąc ulicami czułem się bardzo nieswojo. Dodam, iż mam na myśli centrum, aż strach pomyśleć, co się dzieje w innych częściach tego miasta… Po powrocie do JHB po burzy pokazała się w końcu tęcza…

fot. Weronika Denga



2 thoughts on “Pretoria”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *