Mahlabathini

Mahlabathini

Ostatni weekend w kraju zwanym Krainą Tęczy chciałem spędzić wraz z moimi przyjaciółmi, gdziekolwiek poza Durbanem. Początkowo, w planach miałem wielką podróż w północną część RPA: Kruger Park, Blyde River Canyon, Panorama Route itd… Później, bardzo chciałem pojechać na wybrzeże Sodwana Bay. Ostatecznie jednak, padło na Oribi Gorge Nature Reserve – a konkretnie na Lake Eland Game Reserve. Dlaczego? Ogromnym problemem stał się transport.

Po podjęciu decyzji o spędzeniu weekendu nurkując na rafie koralowej Sodwana Bay, okazało się to niewykonalne. Istniejący transport publiczny tzw. „taxis” – nie przekonał mnie do tak dalekiej podróży. Chodzi mi tutaj bardziej o fakt, że busy nie uchodzą za bezpieczne, a w szczególności dla białoskórych użytkowników. Innym czynnikiem decydującym, była odległość pomiędzy miejscem mojego zakwaterowania, a punktem docelowym. Busy odpadły, wynajem własnego samochodu z uwagi na ruch lewostronny na “afrykańskich warunkach”, również. Na tym właśnie zakończyły się moje alternatywy, gdyż transport publiczny praktycznie tam nie istnieje. W grę wchodziły jeszcze pociągi, które są niebezpieczne chyba nawet dla lokalsów… To co? Może jakaś zorganizowana wycieczka z przewodnikiem? Niestety, nawet ta opcja z uwagi na wycenę, okazała się totalnie poza zasięgiem. Ostatecznie, udało mi się przekonać Senzie, aby była kierowcą do naturalnego rezerwatu Oribi Gorge.

Zanim jednak trafiliśmy na miejsce, udało nam się zabłądzić i to kilkukrotnie… Rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, podczas trasy był fakt, iż na tych terenach Południowej Afryki występują liczne pola trzcin cukrowych. Wiąże się to z bardzo krótką, ale jakże bogatą historią państwa. Od samego początku kolonizacji, tereny te były dla nowych osadników idealne do uprawy i produkcji tej właśnie rośliny. W rezultacie, z powodu braku taniej siły roboczej w 1860 roku do Durbanu i prowincji KwaZulu-Natal sprowadzono ogromną ilość społeczeństwa indyjskiego. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od spędzenia krótkiej chwili w kanionie Oribi Gorge, na dnie której płynie lokalna rzeka Mzimkhulwana.

Nieopodal tego miejsca, znajdował się nasz punkt docelowy, czyli Lake Eland Game Reserve. Po uiszczeniu opłaty za wstęp, wjechaliśmy na teren naturalnego rezerwatu, który został założony w 2003 roku. Wbrew pozorom, obszar ten zaoferował naszej czwórce dzień pełen atrakcji. Przede wszystkim, ogromnym zaskoczeniem był dla mnie sam teren i jego wielkość, która wynosi 2500 hektarów! Kolejną rzeczą, która zrobiła na mnie wrażenie, były domki letniskowe. Drewniane chatki zlokalizowane nad jeziorem, oferują szansę spędzenia nocy w samym centrum rezerwatu, które wręcz skradło moje serducho! Niemniej jednak, musiałem zejść na ziemię. Mój pobyt tam, był jednodniowy, bez dokonanej rezerwacji noclegu. Przyznam się, że kolejny raz kiedy wrócę do RPA, będzie to miejsce gdzie zdecydowanie będę chciał spędzić chociażby jedną noc.

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od poszukiwania dzikich zwierząt. Na terenie rezerwatu była możliwość zobaczenia kilkunastu gatunków zwierząt, w tym geparda! Pogoda tego dnia nie należała do najlepszych. Padało i było zimno… Czynniki te zdecydowały o tym, że finalnie udało nam się znaleźć tylko kilka gatunków zwierząt. Między innymi były to zebry, bawoły, antylopy czy małpy. Jestem prze szczęśliwy, że znowu udało mi się być na „safari”, a pogoda zamiast zniechęcić – wręcz przeciwnie. Zbudowała niesamowity klimat tego miejsca, nadając mu swojego rodzaju niepowtarzalny i tajemniczy urok.

Kolejnym naszym punktem, wśród wielu atrakcji miał być zjazd ZipLine. Nasze wcześniejsze błądzenie sprawiło, że większość atrakcji była już zamknięta – w tym również możliwość zjechania 14 zjazdami na ZipLine. Na nasze nieszczęście, szybko udało nam się znaleźć inną, równie świetną atrakcję, czyli przejście się na podwieszanym moście. Wooow! W połowie drogi naprawdę odczuwałem ogromny dyskomfort, przemieszczając się mostem zawieszonym kilkadziesiąt metrów nad lasem rezerwatu. Ciągła mżawka tego dnia sprawiła, że dodatkowo most był śliski i podwójnie niebezpieczny. Co za przygoda! Zdecydowanie będę to wspominać jeszcze bardzo, bardzo długo!

Ostatnią wybraną przez nas aktywnością, była po prostu objazdówka samochodem i zachwycanie się spektakularną, otaczającą nas panoramą przyrody. Paintball, skuter tour, jazda na rowerach, łowienie ryb czy jazda konno to atrakcje, które oferował nam Lake Eland Game Reserve i których z uwagi na czas nie udało nam się już niestety zrealizować. Na terenie rezerwatu znajduje się również restauracja, gdzie udaliśmy się na kawę i obiad. Szczerze – burgery, które tam serwują były jednymi z najlepszych jakie kiedykolwiek jadłem, a i cena była bardzo przyzwoita. Po bardzo intensywnym popołudniu udaliśmy się w drogę powrotną do naszego miasta, do Durbanu.

fot. Senzie Mlambo, Luyolo Mgoboli, Weronika Denga



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *