Autor: Wencik

Masdar City

Masdar City

Piszą o nim, że jest miastem przyszłości oraz najbardziej ekologicznym miejscem na świecie, ale jak jest w rzeczywistości? Czy ta utopijna wizja na pewno jest rewolucją w projektowaniu miast? Masdar City, bo to o nim mowa – stał się ostatnim miejscem, które zobaczyłem podczas mojej […]

Abu Dhabi

Abu Dhabi

Nieodzownym kierunkiem podczas mojego kilkudniowego pobytu w ZEA stała się stolica tego państwa. W celu dostania się do Abu Dhabi skorzystałem z linii autobusów RTA. Bezpośrednio ze stacji Ibn Battuta w DUBAJU trafiłem na główny dworzec autobusowy. Przejazd w dwie strony wyniósł około 50 złotych […]

Międzykulturowa Dzielnica Kreatywna w Durbanie

Międzykulturowa Dzielnica Kreatywna w Durbanie

Po powrocie z mojego 4 miesięcznego pobytu w RPA w ramach międzynarodowego programu wymiany studenckiej ERASMUS, rozpocząłem pracę nad projektem dyplomowym. Prace trwały ponad 6 miesięcy i polegały na stworzeniu międzykulturowej struktury miejskiej w południowoafrykańskiej metropolii. Projekt składa się z trzech poziomów opracowania: MIASTO| DZIELNICA| OBIEKT. Niniejsza praca stała się przedłużeniem moich osobistych wspomnień dotyczących Afryki, jej stylu życia jaki miałem okazję namacalnie doświadczyć poprzez smak, dźwięk, dotyk, zapach oraz pozostałe zmysły. Projekt nie tylko odpowiada na zagadnienie dotyczące wielokulturowego społeczeństwa, ale również dotyka granicy postrzegania miast afrykańskich, określonych jako najbardziej dynamicznych, żywiołowych oraz miejsc nowych typologii architektonicznych czy innowacyjnych technologii.

MEGASTRUKTURY W DURBANIE

W związku z panującą polityką apartheidu do 1994 roku miasta Południowej Afryki kształtuje polityka segregacji rasowej, czego skutkiem jest rozwój homogenicznych struktur miejskich. Aktualnie, dzielnice te wciąż są odseparowane od siebie, tworząc monokulturowe satelity miejskie o specyficznym charakterze danych grup społecznych. Odpowiedzią na polepszenie warunków lepszej cyrkulacji społeczeństwa w metropolii DURBAN, stała się wizja stworzenia megastruktur. Projekt ten jest nie tylko sposobem przedstawienia innowacyjnej migracji społeczeństwa w jednym z afrykańskich miast, ale również jest symbolem wolności południowoafrykańskiej społeczności.

TWORZENIE KONCEPCJI

W celu stworzenia odpowiedzi w jaki sposób kształtować zdrowe, międzykulturowe środowisko w południowoafrykańskim mieście, dokonano szeregu analiz dotyczących rozpoznania terenu, tezy projektowej, studium przypadków jak i również pracy manualnej na makietach materiałowych i plakacie. Poprzez pracę na makietach materiałowych, w łatwy sposób zrozumiałem pewne zależności różnorodnego miasta stworzonego przez społeczność białoskórą, czarnoskórą, hinduskiego pochodzenia oraz koloredów (ludzi mieszanego pochodzenia).

Ogromny wpływ w kreowaniu idei projektu miały teorie głoszone przez ANNĘ HERINGER, które dotyczą tworzenia tożsamości lokalnych społeczności oraz wypowiedzi SOMIKA’A LALL’A, który w celny sposób określił problemy ekonomiczne miast kontynentu afrykańskiego. W celu zrozumienia specyfiki miast afrykańskich, refleksją staje się projekt SHANTY MEGA-STRUCTURES IN LAGOS stworzony przez OLALEKAN’A JEYIFOUS’A oraz praca SIMBY MAFUNDIKWA czy projekt GöKATAS, ABDELLATIF, KARABACAK, których prace zostały wykorzystane na pierwszej wizualizacji mojego projektu. Ostatnim studium przypadków staje się istniejący w Durbanie WARWICK JUNCTION, czyli lokalny węzeł komunikacji, gdzie dzienna przepustowość jak podaje wikipedia wynosi 460 tysięcy osób! Co opisałem już wcześniej na blogu: DURBAN II. Podstawą stworzenia zasad międzykulturowego projektowania stała się książka Phil’a Wood’a „Intercultural Cities” oraz własny esej badawczy przygotowany w trakcie studiów na DURBAN UNIVERSITY OF TECHNOLOGY. Konkluzją na tym etapie stają się cztery główne filary tworzenia międzykulturowych miast: STRUKTURA SPOŁECZNA| SYSTEM EKONOMICZNY| CZYNNIKI AKTYWIZUJĄCE| PROGRAM POLITYCZNY. W związku ze specyfiką projektowania w mieście afrykańskim odpowiedzią staje się stworzenie modelu przestrzeni STAŁYCH| TYMCZASOWYCH| ELASTYCZNYCH.

MASTERPLAN MIĘDZYKULTUROWEJ DZIELNICY

W projekcie nowej dzielnicy znajduje się różnorodny program zabudowy mieszkaniowej, miejsc pracy, przestrzeni wspólnych oraz miejsc kreatywnych, gdzie przyszli użytkownicy poprzez partycypację będą mieli znaczący wpływ na finalny wygląd tych przestrzeni. Między innymi przykładem tego typu miejsca w projekcie są kreatywne wagony czy taxis-food trucki, gdzie studenci wraz z lokalnymi firmami będą tworzyć produkty oraz cykliczne wydarzenia, które mogą stać się nowym innowacyjnym sposobem kreowania przestrzeni tymczasowych. Pierwszy poziom megastruktury w Stamford stał się w projekcie platformą komunikacji, migracji oraz mobilności afrykańskiej, gdzie do 1994 roku istniało rygorystyczne prawo ograniczające przebywanie w poszczególnych strefach niektórym grupom społecznym.

OBIEKT ARCHITEKTONICZNY

Zabiegiem ułatwiającym komunikację i nawiązanie międzykulturowego języka było wykreowanie uniwersalnych struktur związanych z danym stylem życia – w tym przypadku akademickim. W pracy zaprojektowano park technologiczny oraz opracowano koncepcyjnie projekt domu studenckiego stworzonego jako rozwiązanie modelowe dla nowej dzielnicy.

REZULTAT

Niniejszy projekt jest odpowiedzią w jaki sposób powinny być tworzone nowe międzykulturowe struktury, których efektem może okazać się PARTYCYPACJA| UNIWERSALNOŚĆ| INTERAKCJA| HARMONIA. Projekt w Stamford powstał z pasji, z której jestem dumny. Opiekunem mojej pracy magisterskiej była Pani dr inż. arch. Gabriela Rembarz, która kontrolowała cały proces tworzenia myśli projektowej. Dodatkowo, miałem okazję zaprezentować projekt podczas Bałtyckiego Festiwalu Nauki organizowanego na Politechnice Gdańskiej oraz podczas międzynarodowych warsztatów urbanistycznych AGORA, organizowanych w Lincoln (Wielka Brytania). Moja praca magisterska stała się tematem dyskusji wśród przedstawicieli uczelni wyższych (Durban University of Technology, University of Lincoln, Mimar Sinan Fine Art University – Istambuł) – za co dziękuję mojej Pani Promotor Gabrieli Rembarz. Chciałbym również podziękować za wsparcie i świetną dyskusję profesorom z innych uczelni: Louis du Plessis, Deborah Whelan, Kyria van Soelen, Adem Erdem Erbas i wielu innym osobom zaangażowanym w projekt. Recenzentem mojego projektu magisterskiego jest dr hab. inż. arch. Jacek Krenz, prof. nadzw. PG.

PS: Oby więcej tak ambitnych projektów w życiu!

Dubaj

Dubaj

Państwo zlokalizowane pomiędzy 3 kontynentami (Azją, Europą oraz Afryką) staje się kolejnym punktem na mojej mapie. Mowa oczywiście o Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Fakt o braku konieczności posiadania przeze mnie wizy był decydujący o zatrzymaniu się w ZEA, gdyż obywatele polscy mogą przebywać w tym kraju […]

Durban II

Durban II

Kontynuacja artykułu DURBAN I. AFRYKAŃSKI VIBE Durban jest bardzo różnorodny pod względem społeczeństwa, architektury czy tez stylu życia. Centrum miasta jest właśnie miejscem, gdzie można doświadczyć typowej Afryki. O tym, jak bardzo niebezpieczne jest miasto naczytałem się nie raz. Wydaje się, że to właśnie centrum […]

Durban I

Durban I

Dlaczego pojechałem do RPA i dlaczego akurat do Durbanu? Fascynacja Afryką była od zawsze. Dla mnie jest ona nieoczywista, nieodkryta, niezrozumiała a nawet powiedziałbym, że abstrakcyjna. Kraj wbrew pozorom nie wydaje się być super zacofany, a językiem urzędowym jest język angielski. W marcu ubiegłego roku zaaplikowałem o wyjazd w ramach programu wymiany studenckiej ERASMUS +. W wyniku preselekcji otrzymałem możliwość studiowania jednego semestru w RPA.

Wszystko brzmi fajnie, ale po nominacji miałem zaledwie 4 miesiące na zorganizowanie sobie wszystkiego. Wiza, zakwaterowanie, umowy, loty, szczepienia i cała reszta papierologii. Zacznę może od wizy. Obywatele RP może przebywać na terenie RPA 30 dni bez wizy, posługując się jedynie paszportem. Ja jednak musiałem zorganizować sobie wizę na okres jednego semestru, którą ostatecznie dostałem na 4 miesiące. Jeżeli chodzi o zakwaterowanie otrzymałem listę miejsc z uczelni, gdzie mogłem starać się o lokum. Inną alternatywą w poszukiwaniu miejsca zamieszkania była strona internetowa GUMTREE.

Samo miasto jest stosunkowo bardzo młode, gdyż ma tylko 194 lata, ale jego historia jest dużo bardziej barwna niż wskazuje na to jego wiek. Przede wszystkim warto zacząć od tego, że co 3 spotkana przeze mnie osoba w tym mieście żyje w skrajnie złych warunkach – zamieszkując tak zwane shanty-town. Inną kwestią, którą warto wspomnieć jest informacja, że w 1860 roku w wyniku braku taniej siły roboczej do miasta „ściągnięto” nową grupę społeczeństwa pochodzenia indyjskiego. Takim oto sposobem, mamy wielokulturowe społeczeństwo dzielące się na 4 grupy społeczne pod względem: „koloru skóry”, 24 religii i aż 11 języków! Brzmi jak szaleństwo nad którym nie da się zapanować. No właśnie, cała ta sytuacja prowadzi do polityki apartheidu. Rodzi się niechęć do drugiego człowieka. Miasto rozwija się poprzez posegregowane struktury miejskie, na zasadzie: „tu mieszkają biali, bo tutaj jest przemysł i centrum, kolejnym okręgiem będą hindusi i koloredzi (osoby mieszanego pochodzenia), a na samym końcu hierarchii społecznej, za miastem – rdzenni mieszkańcy kraju”. Sprawa wygląda na tyle hardkorowo, że osoby niebiałoskóre mają zakaz pracy, edukacji, przebywania w centrum miasta, czy korzystania z tych samych przestrzeni publicznych. To całe piekło trwa aż do 1994 roku. Ponadto, obecnie Durban zajmuje bardzo wysokie miejsce w rankingach najbardziej niebezpiecznych miast na świecie.

Nasuwa się więc pytanie: to jak obecnie wygląda to południowoafrykańskie miasto?

Wielka Piątka Afrykańska to zwierzęta, które możemy zobaczyć na odwrocie rand (pieniądze), używanych w Republice Południowej Afryki. Śmieszna sprawa, kiedy za papieroski płaciłem kilkunastoma słoniami czy połową lwa. Artykuły, których się naczytałem na temat bezpieczeństwa w tym mieście sprawiły, że po przyjeździe bałem się wyjść z domu – popadając w lekką paranoję. Moją pierwszą misją i sytuacją, która dała mi okazję wyjścia z mojej „piwnicy” – była wizja lokalna neoklasycznego budynku, który był przedmiotem mojego projektu konserwatorskiego. Podczas tej, jakże ważnej eskapady towarzyszył mi inny lokalny student, sprawiając, że mogłem czuć się bezpiecznie.

SZTUKA DLA SZTUKI

Powoli zaczynam odkrywać nowy ląd. Kolejnym portem staje się kawiarnia THE KWAZULU NATAL SOCIETY OF THE ART. Fenomenem tego miejsca jest sztuka. Poza wystawą znajdującą się w wewnątrz budynku, obiekt posiada ścianę, która służy lokalnym artystom do tworzenia Street Art. Wystawa jak i wallart są zmieniane co miesiąc. Skoro mowa o sztuce warto wspomnieć też o muzeach. Pewnego dnia postanowiłem się wybrać do nowo wybudowanego MUZEUM CATO MANOR, jest to centrum dziedzictwa kulturowego, który pokazuje historię buntu, zamieszek i jego tłumienia pomiędzy różnymi grupami społecznymi. Pomimo informacji o tym, że muzeum jest otwarte – okazało się, że wystawa jest nadal zamknięta – „typowa Afryczka”.

Z uwagi na bliskość mojego miejsca zakwaterowania, ciekawym miejscem okazał się BOTANIC GARDEN założony w 1849 roku, który stał się najstarszym ogrodem botanicznym w RPA. Samo założenie nie robi jednak piorunującego wrażenia jak na przykład Parc Ciutadella w Barcelonie, nie mniej jednak jest jednym z fajniejszych miejsc w tym mieście. W pobliżu punktu gastronomicznego znajdującego się w samym centrum ogrodu, nieraz kręciły się wścibskie małpki, które uwielbiałem obserwować nalewając sobie świeżo zaparzoną kawę z metalowego dzbanka. Cała magia w tym miejscu, polegała na małej adrenalinie, którą oferowały te zwierzaki, gdyż nie raz zdarzyło mi się stracić jeszcze ciepłego pancake’a z talerza…

SPORTOWE STAMFORD

FIFA World Cup 2010  – to w ramach organizowanych już 9 lat(!) temu Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Durbanie powstał STADION MOSES MABHIBA. Poza atrakcją zobaczenia panoramy miasta ze stadionu i skorzystania z kompleksów sportowych ta część miasta oferuje możliwość wypożyczenia rowerów, wykorzystując potencjał szlaków rowerowych czy pobliskiej Złotej Mili. Na tym obszarze znajdują się też dwa wielkie kompleksy pól golfowych, które w pewnym sensie są „elitarne”, gdyż aby móc skorzystać z nich trzeba należeć do danego klubu. Oczywiście mi się udało wejść na teren tego obszaru pod pretekstem – pracy badawczej na studia. Poza tym zlokalizowany jest tutaj kompleks hotelu SUNCOAST, który został stworzony w bardzo popularnym stylu architektonicznym w mieście – artdeco.

POTENCJAŁ WODY

Skoro mowa o sportach – warto wspomnieć, że najbardziej popularnym sportem w Durbanie jest surfing. Poza piaszczystymi plażami North czy South Beach w mieście znajduje się również  promenada. ZŁOTA MILA – jest wyposażona w niezliczoną ilość knajpek, barów, budynków ze sprzętami wodnymi, gokartami, rowerami jak i również w miejski skatepark czy baseny publiczne. Co ciekawe, będąc nie raz na plaży – zdałem sobie sprawę, że osoby czarnoskóre niekoniecznie potrafią pływać, oni po prostu „skaczą” przez fale. Czasami ze względów bezpieczeństwa, kąpieliska bywały zamknięte, ponieważ na horyzoncie pojawiały się rekiny.

Co ciekawe, w mieście znajduje się LODOWISKO. „Reggae na lodzie” – tak nazwałbym sytuację, kiedy miałem okazję patrzeć na umiejętności lokalnego społeczeństwa w jeździe na łyżwach.

TURYSTYCZNY RAJ

Dzielnica POINT jest jedną z nowych tkanek w mieście, gdzie wśród kanałów wodnych znajduje się wysokiej jakości zabudowa mieszkaniowa. Pomimo pięknego założenia urbanistycznego miałem wrażenie, że ta dzielnica nie tętni życiem. Brakuje w niej swojego rodzaju autentyczności. Kolejnym być może nieciekawym faktem jest informacja, że wystarczy tam trochę zbłądzić by trafić w uliczki, które są ekstremalnie niebezpieczne.

W bliskim sąsiedztwie znajduje się tutaj USHAKA MARINE WORLD oferuje zwiedzającym bezpieczny pasaż handlowy o fajnym i raczej niespotykanym w mieście afrykańskim charakterze. Miejsce to jest wyposażone w liczne atrakcje jak na przykład oceanarium znajdujące się wewnątrz wraku statku, które jest 7 największym tego typu oceanarium na świecie. Poza tym na obszarze tego kompleksu znajduje się park wodny, stadiony, gdzie odbywają się pokazy tresury fok, delfinów czy karmienie pingwinów.

UMHLANGA, czyli turystyczna miejscowość oddalona 17 kilometrów od centrum miasta. Znajdują się tam najpiękniejsze plaże metropolii Durban oraz jest tam bardzo bezpiecznie. Poza tym zlokalizowane są tutaj liczne, bardzo różnorodne restauracje czy kluby. Choćby restauracja z jedzeniem greckim, meksykańskim czy włoskim. Hotele zlokalizowane w pierwszej linii pasa zabudowy od strony oceanu, sprawiają bardzo ekskluzywne wrażenie. Do atrakcji Umhlangi będzie należeć latarnia morska, której cały urok tkwi w prostocie designu oraz unikalne molo, którego filary nawiązują do żeber wieloryba.

Bardzo pozytywnie wypada również zlokalizowane tutaj centrum handlowe GATEWAY THEATRE OF SHOPPING. Plusem okazuje się transport, bo aby tutaj dotrzeć z centrum Durbanu wystarczy kupić bilet na ‘taxis’ za 5 zł.

Pomimo dużego niebezpieczeństwa w mieście w Durbanie można znaleźć miejsca, gdzie można bezpiecznie się bawić. Taką przestrzenią jest ulica FLORIDA ROAD, na której znajdują się budynki stworzone w stylu kolonialnym. Co ciekawe, to właśnie na tej ulicy zauważyć można pewnego stopnia segregację. Znajdziemy tutaj nie tylko lokale okupywane wyłącznie przez społeczność białoskórą, ale też takie, gdzie spotkamy raczej tylko społeczeństwo czarnoskóre. Przykładem takiego miejsca jest THE KEYS, które stało się częstym moim kierunkiem w weekendowe wieczory. Co prawda, zawsze byłem tam jedynym białym, który pomimo odmienności – szybko łapał afrykański „flow” na parkiecie. Efektem było nie raz zbijanie piąteczek z towarzystwem będącym w lokalu.

Ulubionym miejscem na imprezy innych erasmusów była ulica HELEN JOSEPH ROAD, klub ORIGIN oraz klub TIGER TIGER. W tym ostatnim również spotkamy 98% osób białoskórych. Zabawne, ale podczas mojego pobytu miałem okazję uczestniczyć w zorganizowanym Bierfest’cie, który odbył się w rozbitym namiocie na plaży. Pomimo, iż spędziłem tam bardzo fajny wieczór, istotnym dla mnie faktem jest kwestia braku autentyczności w tym “południowo-afrykańskim” evencie. Ciekawą alternatywą podczas mojego pobytu, okazały się wspólne wypady na karaoke i bilard do baru VILL-INNS zlokalizowanego „po drugiej stronie mostu” w centrum handlowym Glenwood Village Shopping Centre.

To teraz o kuchni. Miejscem, które dostarczyło mi egzotycznej kuchni był HABESHA CAFE. Poza kawą, którą serwują z popcornem, w lokalu można również zamówić tradycyjne etiopskie jedzenie w bardzo korzystnych cenach. Przysmakiem, który miałem okazję jeść przynajmniej raz w tygodniu był tak zwany afrykanerski fat-cook. „Magwinya” jest to lokalna bułka serwowana z serem i polony (mortadela). Danie to można kupić praktycznie wszędzie za około 2 złote. Zabawne, ale smakowało to jak polski pączek z serem i szynką.

kontynuacja: DURBAN II

Mahlabathini

Mahlabathini

Ostatni weekend w kraju zwanym Krainą Tęczy chciałem spędzić wraz z moimi przyjaciółmi, gdziekolwiek poza Durbanem. Początkowo, w planach miałem wielką podróż w północną część RPA: Kruger Park, Blyde River Canyon, Panorama Route itd… Później, bardzo chciałem pojechać na wybrzeże Sodwana Bay. Ostatecznie jednak, padło […]

Ubuntu

Ubuntu

Odstępstwem od idei mojego bloga, którego motywem przewodnim są miejsca czy miasta jest niniejszy artykuł, który dotyczy pewnej filozofii oraz społeczności, która pomaga innym. Ubuntu to zuluskie słowo, które oznacza „jestem, ponieważ ty jesteś”… Często też używane jest w bardziej filozoficznym sensie: ”wiary w uniwersalną […]

Pretoria

Pretoria

Mój pobyt w jednej z trzech stolic Republiki Południowej Afryki nie należał do zbyt długich. 5 Listopada byłem w Pretorii dosłownie kilka godzin. Nie zmienia to jednak faktu, iż to miasto wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Plusem, który o tym zadecydował był na pewno fakt, że to miasto jest bezpieczne, zadbane a trawa była przystrzyżona. Do tego miasta dotarłem zamówionym z mojego miejsca zakwaterowania w Johannesburgu uberem. Oba miasta sąsiadują ze sobą, gdyż odległość pomiędzy nimi wynosi zaledwie 50 kilometrów. W tym też mieście zlokalizowana jest Ambasada Rzeczypospolitej Polskiej, co było moim pierwszym przestankiem podczas zwiedzania tego miasta. Co za cudowne miejsce! Po ponad 3 miesiącach używania codziennie tylko i wyłącznie języka angielskiego, miałem okazję porozmawiania w moim ojczystym języku. Przez cały mój pobyt w RPA tylko i wyłącznie w tym mieście spotkałem kilku Polaków, co nie ukrywam, że było dla mnie dużym zaskoczeniem. Wcześniej uważałem, że spotkam kogokolwiek z Polski podczas mojego pobytu w tym kraju. Tak się jednak nie stało.

Kolejnym moim przystankiem był The Union Buildings. Obiekt ten to nie tylko siedziba rządu RPA, to również symbol pojednania dwóch zwaśnionych stron Anglików i Burów. Zbudowany został po drugiej wojnie burskiej przez angielskiego architekta Herberta Bakera. W tym też miejscu 10 maja 1994 roku została dokonana inauguracja Nelsona Mandeli – pierwszego demokratycznie wybranego prezydenta RPA po zakończeniu apartheidu. Przed budynkiem znajduje się jego posąg oraz ogromny park, w którym umieszczono pamiątki z okresu I wojny światowej. Obiekt ten stał się ikoną Pretorii i RPA oraz jest symbolem demokracji. W rzeczywistości faktycznie robi spektakularne wrażenie. Tego też dnia, panował bardzo duży upał co nie sprzyjało temu, aby spędzić w tym miejscu za dużo czasu, gdyż afrykańskie słońce dawało o sobie znać.. Po spędzeniu 30 minut w parku pojechałem do pobliskiego centrum handlowego na lunch a po nim zamówiłem ubera, aby dotrzeć do kolejnej atrakcji.

The Voortrekker Monument został zbudowany w 1937 na wzgórzu dla upamiętnienia Wielkiego Treku, czyli ucieczki Burów przed tyranią Imperium Brytyjskiego i kolonizacji terenów obecnego północnego i wschodniego RPA. Obiekt ten jest niemal widoczny z każdego miejsca Pretorii, a sam teren obiektu stanowi świetny punkt widokowy, z którego rozprzestrzenia się panorama miasta. Budynek został stworzony w stylu architektonicznym art déco i jak to monument ma przypominać o historii. Po przekroczeniu głównego wejścia do budynku znalazłem się w Sali Bohaterów. Poniżej gigantycznych, zakończonych ostrołukowo okien znajdują się marmurowe płaskorzeźby, które są największym tego typu dziełem na świecie. Składają się one z 27 sekcji obrazujących historię Wielkiego Treku, od opuszczenia przez Burów Kolonii Przylądkowej w 1835 roku aż do podpisania Konwencji rzeki Sand w 1852 roku. Jako obiekt architektoniczny, czy po prostu pomnik historyczny –  wręcz perfekcyjnie spełnia swoja funkcję. Natomiast historia, która została przedstawiona w tym obiekcie, mam wrażenie, że jest przekłamana. Płaskorzeźby przedstawiają głównie trudności związane z osadnictwem pierwszych białoskórych mieszkańców Afryki Południowej. W tym przypadku byli to potomkowie głównie holenderskich, flamandzkich i fryzyjskich, niemieckich i francuskich kolonistów. Sposób przedstawienia tej historii, idealnie się wpisuje w ramy polityki apartheidu. Pomimo wręcz idealnego założenia architektonicznego, odczuwałem lekki dyskomfort zachwycając się tym obiektem. Chodzi mi głównie o fakt, że historia przedstawiona w the Voortrekker Monument jest przedstawiona tylko z jednej perspektywy – perspektywy białych kolonistów. Pokrzywdzonych, walecznych, którzy życiem zapłacili za zdobycie tych ziem. Nikt, oczywiście nie pomyślał o tym, że ci biali koloniści wjechali z całym swoim koncernem w lokalne społeczności, niszcząc doszczętnie sposób w jaki żyli. Nie muszę dodawać, że rdzenni mieszkańcy na samym starcie byli na przegranej pozycji, walcząc z nowymi intruzami wyposażonymi w lepsze technologie, broń palną itd. Właśnie dlatego, czułem się tam „nieswojo” – nie rozumiejąc, dlaczego nadal owa wystawa istnieje. Nie zmienia to jednak faktu, że bardzo polecam to miejsce. Zdecydowanie ma coś w sobie, a możliwość obserwacji panoramy Pretorii jest dodatkowym atutem. Całość kompleksu przeszedłem w ekspresowym tempie, gdyż w powietrzu unosiła się woń nadchodzącej burzy, która chyba stanowiła o rozładowaniu wszystkich towarzyszących mi emocji w ostatnich dniach. Biegiem dotarłem do zamówionego przeze mnie ubera przed deszczem, aby następnie pojechać do Westlake Eco Estate, czyli mojego miejsca zakwaterowania. Jest to strzeżone osiedle na przedmieściach Johannesburga. Kompleks budynków mieszkaniowych wielorodzinnych tworzy samowystarczalną satelitę w strukturze miasta. Wyposażona jest w niezbędne usługi, restaurację, siłownię, ochronę, która patroluje obszar 24 godziny na dobę. Prawdopodobnie urażę kogoś moim stwierdzeniem, ale to osiedle jest idealnym azylem bezpieczeństwa – takim gettem dla występującego w tym mieście wysokiego procentu zbrodni. To miejsce jest świetne dla ludzi, którzy lubią żyć w bezpieczeństwie, natomiast to bezpieczeństwo wiąże się również z wyrzeczeniami związanymi z rezygnacją z życia w normalnych warunkach (mam na myśli nasz europejski lifestyle). Joburg, nie ukrywam wywarł na mnie bardzo negatywne wrażenie. Przed wyjazdem do RPA naczytałem się niezliczonej ilości artykułów, dotyczących tego jak bardzo niebezpieczne będzie miasto w którym ja zamieszkam, czyli Durban. Według wielu źródeł jest to najbardziej niebezpieczne miasto w tym kraju. Ja nie potwierdzę tej tezy. Dla mnie najniebezpieczniejszym miastem RPA jest Johannesburg, na którym się sparzyłem. Pod koniec dodam tylko, że oba wielkie miasta Republiki Południowej Afryki tworzą ciekawe zestawienie. Pretoria jest zadbana, piękna, bogata, a przede wszystkim bezpieczna. Johannesburg jest jej całkowitym przeciwieństwem: zaniedbane miasto i wszechobecna bieda to pierwsze na co zwróciłem uwagę. Niestety nie jest też tam bezpiecznie – idąc ulicami czułem się bardzo nieswojo. Dodam, iż mam na myśli centrum, aż strach pomyśleć, co się dzieje w innych częściach tego miasta… Po powrocie do JHB po burzy pokazała się w końcu tęcza…

fot. Weronika Denga

Greytown

Greytown

Dokładnie miesiąc temu otrzymałem propozycję spędzenia weekendu w rodzinnym mieście właścicieli od których wynajmuję mieszkanie. Greytown jest oddalone 150 kilometrów od Durbanu. Miasto, które zostało założone w 1848 roku, niestety nie oferuje zbyt wielu ciekawych atrakcji dla turystów. Jego liczba mieszkańców wynosi około 10 tysięcy, […]