Tag: Durban

An Intercultural Creative District in Durban  | Międzykulturowa Dzielnica Kreatywna w Durbanie

An Intercultural Creative District in Durban | Międzykulturowa Dzielnica Kreatywna w Durbanie

When I returned to Poland after my my 4-month stay in South Africa within international student exchange programme ERASMUS I have started working on my masters diploma project. The work took more than 6 months to create an intercultural urban structure in a South African […]

Durban II

Durban II

Kontynuacja artykułu DURBAN I. AFRYKAŃSKI VIBE Durban jest bardzo różnorodny pod względem społeczeństwa, architektury czy tez stylu życia. Centrum miasta jest właśnie miejscem, gdzie można doświadczyć typowej Afryki. O tym, jak bardzo niebezpieczne jest miasto naczytałem się nie raz. Wydaje się, że to właśnie centrum […]

Durban I

Durban I

Dlaczego pojechałem do RPA i dlaczego akurat do Durbanu? Fascynacja Afryką była od zawsze. Dla mnie jest ona nieoczywista, nieodkryta, niezrozumiała a nawet powiedziałbym, że abstrakcyjna. Kraj wbrew pozorom nie wydaje się być super zacofany, a językiem urzędowym jest język angielski. W marcu ubiegłego roku zaaplikowałem o wyjazd w ramach programu wymiany studenckiej ERASMUS +. W wyniku preselekcji otrzymałem możliwość studiowania jednego semestru w RPA.

Wszystko brzmi fajnie, ale po nominacji miałem zaledwie 4 miesiące na zorganizowanie sobie wszystkiego. Wiza, zakwaterowanie, umowy, loty, szczepienia i cała reszta papierologii. Zacznę może od wizy. Obywatele RP może przebywać na terenie RPA 30 dni bez wizy, posługując się jedynie paszportem. Ja jednak musiałem zorganizować sobie wizę na okres jednego semestru, którą ostatecznie dostałem na 4 miesiące. Jeżeli chodzi o zakwaterowanie otrzymałem listę miejsc z uczelni, gdzie mogłem starać się o lokum. Inną alternatywą w poszukiwaniu miejsca zamieszkania była strona internetowa GUMTREE.

Samo miasto jest stosunkowo bardzo młode, gdyż ma tylko 194 lata, ale jego historia jest dużo bardziej barwna niż wskazuje na to jego wiek. Przede wszystkim warto zacząć od tego, że co 3 spotkana przeze mnie osoba w tym mieście żyje w skrajnie złych warunkach – zamieszkując tak zwane shanty-town. Inną kwestią, którą warto wspomnieć jest informacja, że w 1860 roku w wyniku braku taniej siły roboczej do miasta „ściągnięto” nową grupę społeczeństwa pochodzenia indyjskiego. Takim oto sposobem, mamy wielokulturowe społeczeństwo dzielące się na 4 grupy społeczne pod względem: „koloru skóry”, 24 religii i aż 11 języków! Brzmi jak szaleństwo nad którym nie da się zapanować. No właśnie, cała ta sytuacja prowadzi do polityki apartheidu. Rodzi się niechęć do drugiego człowieka. Miasto rozwija się poprzez posegregowane struktury miejskie, na zasadzie: „tu mieszkają biali, bo tutaj jest przemysł i centrum, kolejnym okręgiem będą hindusi i koloredzi (osoby mieszanego pochodzenia), a na samym końcu hierarchii społecznej, za miastem – rdzenni mieszkańcy kraju”. Sprawa wygląda na tyle hardkorowo, że osoby niebiałoskóre mają zakaz pracy, edukacji, przebywania w centrum miasta, czy korzystania z tych samych przestrzeni publicznych. To całe piekło trwa aż do 1994 roku. Ponadto, obecnie Durban zajmuje bardzo wysokie miejsce w rankingach najbardziej niebezpiecznych miast na świecie.

Nasuwa się więc pytanie: to jak obecnie wygląda to południowoafrykańskie miasto?

Wielka Piątka Afrykańska to zwierzęta, które możemy zobaczyć na odwrocie rand (pieniądze), używanych w Republice Południowej Afryki. Śmieszna sprawa, kiedy za papieroski płaciłem kilkunastoma słoniami czy połową lwa. Artykuły, których się naczytałem na temat bezpieczeństwa w tym mieście sprawiły, że po przyjeździe bałem się wyjść z domu – popadając w lekką paranoję. Moją pierwszą misją i sytuacją, która dała mi okazję wyjścia z mojej „piwnicy” – była wizja lokalna neoklasycznego budynku, który był przedmiotem mojego projektu konserwatorskiego. Podczas tej, jakże ważnej eskapady towarzyszył mi inny lokalny student, sprawiając, że mogłem czuć się bezpiecznie.

SZTUKA DLA SZTUKI

Powoli zaczynam odkrywać nowy ląd. Kolejnym portem staje się kawiarnia THE KWAZULU NATAL SOCIETY OF THE ART. Fenomenem tego miejsca jest sztuka. Poza wystawą znajdującą się w wewnątrz budynku, obiekt posiada ścianę, która służy lokalnym artystom do tworzenia Street Art. Wystawa jak i wallart są zmieniane co miesiąc. Skoro mowa o sztuce warto wspomnieć też o muzeach. Pewnego dnia postanowiłem się wybrać do nowo wybudowanego MUZEUM CATO MANOR, jest to centrum dziedzictwa kulturowego, który pokazuje historię buntu, zamieszek i jego tłumienia pomiędzy różnymi grupami społecznymi. Pomimo informacji o tym, że muzeum jest otwarte – okazało się, że wystawa jest nadal zamknięta – „typowa Afryczka”.

Z uwagi na bliskość mojego miejsca zakwaterowania, ciekawym miejscem okazał się BOTANIC GARDEN założony w 1849 roku, który stał się najstarszym ogrodem botanicznym w RPA. Samo założenie nie robi jednak piorunującego wrażenia jak na przykład Parc Ciutadella w Barcelonie, nie mniej jednak jest jednym z fajniejszych miejsc w tym mieście. W pobliżu punktu gastronomicznego znajdującego się w samym centrum ogrodu, nieraz kręciły się wścibskie małpki, które uwielbiałem obserwować nalewając sobie świeżo zaparzoną kawę z metalowego dzbanka. Cała magia w tym miejscu, polegała na małej adrenalinie, którą oferowały te zwierzaki, gdyż nie raz zdarzyło mi się stracić jeszcze ciepłego pancake’a z talerza…

SPORTOWE STAMFORD

FIFA World Cup 2010  – to w ramach organizowanych już 9 lat(!) temu Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Durbanie powstał STADION MOSES MABHIBA. Poza atrakcją zobaczenia panoramy miasta ze stadionu i skorzystania z kompleksów sportowych ta część miasta oferuje możliwość wypożyczenia rowerów, wykorzystując potencjał szlaków rowerowych czy pobliskiej Złotej Mili. Na tym obszarze znajdują się też dwa wielkie kompleksy pól golfowych, które w pewnym sensie są „elitarne”, gdyż aby móc skorzystać z nich trzeba należeć do danego klubu. Oczywiście mi się udało wejść na teren tego obszaru pod pretekstem – pracy badawczej na studia. Poza tym zlokalizowany jest tutaj kompleks hotelu SUNCOAST, który został stworzony w bardzo popularnym stylu architektonicznym w mieście – artdeco.

POTENCJAŁ WODY

Skoro mowa o sportach – warto wspomnieć, że najbardziej popularnym sportem w Durbanie jest surfing. Poza piaszczystymi plażami North czy South Beach w mieście znajduje się również  promenada. ZŁOTA MILA – jest wyposażona w niezliczoną ilość knajpek, barów, budynków ze sprzętami wodnymi, gokartami, rowerami jak i również w miejski skatepark czy baseny publiczne. Co ciekawe, będąc nie raz na plaży – zdałem sobie sprawę, że osoby czarnoskóre niekoniecznie potrafią pływać, oni po prostu „skaczą” przez fale. Czasami ze względów bezpieczeństwa, kąpieliska bywały zamknięte, ponieważ na horyzoncie pojawiały się rekiny.

Co ciekawe, w mieście znajduje się LODOWISKO. „Reggae na lodzie” – tak nazwałbym sytuację, kiedy miałem okazję patrzeć na umiejętności lokalnego społeczeństwa w jeździe na łyżwach.

TURYSTYCZNY RAJ

Dzielnica POINT jest jedną z nowych tkanek w mieście, gdzie wśród kanałów wodnych znajduje się wysokiej jakości zabudowa mieszkaniowa. Pomimo pięknego założenia urbanistycznego miałem wrażenie, że ta dzielnica nie tętni życiem. Brakuje w niej swojego rodzaju autentyczności. Kolejnym być może nieciekawym faktem jest informacja, że wystarczy tam trochę zbłądzić by trafić w uliczki, które są ekstremalnie niebezpieczne.

W bliskim sąsiedztwie znajduje się tutaj USHAKA MARINE WORLD oferuje zwiedzającym bezpieczny pasaż handlowy o fajnym i raczej niespotykanym w mieście afrykańskim charakterze. Miejsce to jest wyposażone w liczne atrakcje jak na przykład oceanarium znajdujące się wewnątrz wraku statku, które jest 7 największym tego typu oceanarium na świecie. Poza tym na obszarze tego kompleksu znajduje się park wodny, stadiony, gdzie odbywają się pokazy tresury fok, delfinów czy karmienie pingwinów.

UMHLANGA, czyli turystyczna miejscowość oddalona 17 kilometrów od centrum miasta. Znajdują się tam najpiękniejsze plaże metropolii Durban oraz jest tam bardzo bezpiecznie. Poza tym zlokalizowane są tutaj liczne, bardzo różnorodne restauracje czy kluby. Choćby restauracja z jedzeniem greckim, meksykańskim czy włoskim. Hotele zlokalizowane w pierwszej linii pasa zabudowy od strony oceanu, sprawiają bardzo ekskluzywne wrażenie. Do atrakcji Umhlangi będzie należeć latarnia morska, której cały urok tkwi w prostocie designu oraz unikalne molo, którego filary nawiązują do żeber wieloryba.

Bardzo pozytywnie wypada również zlokalizowane tutaj centrum handlowe GATEWAY THEATRE OF SHOPPING. Plusem okazuje się transport, bo aby tutaj dotrzeć z centrum Durbanu wystarczy kupić bilet na ‘taxis’ za 5 zł.

Pomimo dużego niebezpieczeństwa w mieście w Durbanie można znaleźć miejsca, gdzie można bezpiecznie się bawić. Taką przestrzenią jest ulica FLORIDA ROAD, na której znajdują się budynki stworzone w stylu kolonialnym. Co ciekawe, to właśnie na tej ulicy zauważyć można pewnego stopnia segregację. Znajdziemy tutaj nie tylko lokale okupywane wyłącznie przez społeczność białoskórą, ale też takie, gdzie spotkamy raczej tylko społeczeństwo czarnoskóre. Przykładem takiego miejsca jest THE KEYS, które stało się częstym moim kierunkiem w weekendowe wieczory. Co prawda, zawsze byłem tam jedynym białym, który pomimo odmienności – szybko łapał afrykański „flow” na parkiecie. Efektem było nie raz zbijanie piąteczek z towarzystwem będącym w lokalu.

Ulubionym miejscem na imprezy innych erasmusów była ulica HELEN JOSEPH ROAD, klub ORIGIN oraz klub TIGER TIGER. W tym ostatnim również spotkamy 98% osób białoskórych. Zabawne, ale podczas mojego pobytu miałem okazję uczestniczyć w zorganizowanym Bierfest’cie, który odbył się w rozbitym namiocie na plaży. Pomimo, iż spędziłem tam bardzo fajny wieczór, istotnym dla mnie faktem jest kwestia braku autentyczności w tym “południowo-afrykańskim” evencie. Ciekawą alternatywą podczas mojego pobytu, okazały się wspólne wypady na karaoke i bilard do baru VILL-INNS zlokalizowanego „po drugiej stronie mostu” w centrum handlowym Glenwood Village Shopping Centre.

To teraz o kuchni. Miejscem, które dostarczyło mi egzotycznej kuchni był HABESHA CAFE. Poza kawą, którą serwują z popcornem, w lokalu można również zamówić tradycyjne etiopskie jedzenie w bardzo korzystnych cenach. Przysmakiem, który miałem okazję jeść przynajmniej raz w tygodniu był tak zwany afrykanerski fat-cook. „Magwinya” jest to lokalna bułka serwowana z serem i polony (mortadela). Danie to można kupić praktycznie wszędzie za około 2 złote. Zabawne, ale smakowało to jak polski pączek z serem i szynką.

kontynuacja: DURBAN II

Ubuntu

Ubuntu

Odstępstwem od idei mojego bloga, którego motywem przewodnim są miejsca czy miasta jest niniejszy artykuł, który dotyczy pewnej filozofii oraz społeczności, która pomaga innym. Ubuntu to zuluskie słowo, które oznacza „jestem, ponieważ ty jesteś”… Często też używane jest w bardziej filozoficznym sensie: ”wiary w uniwersalną […]