Tag: Wencik

Masdar City

Masdar City

Piszą o nim, że jest miastem przyszłości oraz najbardziej ekologicznym miejscem na świecie, ale jak jest w rzeczywistości? Czy ta utopijna wizja na pewno jest rewolucją w projektowaniu miast? Masdar City, bo to o nim mowa – stał się ostatnim miejscem, które zobaczyłem podczas mojej […]

Abu Dhabi

Abu Dhabi

Nieodzownym kierunkiem podczas mojego kilkudniowego pobytu w ZEA stała się stolica tego państwa. W celu dostania się do Abu Dhabi skorzystałem z linii autobusów RTA. Bezpośrednio ze stacji Ibn Battuta w DUBAJU trafiłem na główny dworzec autobusowy. Przejazd w dwie strony wyniósł około 50 złotych […]

Dubaj

Dubaj

Państwo zlokalizowane pomiędzy 3 kontynentami (Azją, Europą oraz Afryką) staje się kolejnym punktem na mojej mapie. Mowa oczywiście o Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Fakt o braku konieczności posiadania przeze mnie wizy był decydujący o zatrzymaniu się w ZEA, gdyż obywatele polscy mogą przebywać w tym kraju do 90 dni w celach turystycznych. Pomimo wszechobecnej opinii na temat cen, udaje mi się zarezerwować na BOOKING.COM nocleg za kwotę mniejszą niż 50 zł za noc. Ogromnym plusem okazała się lokalizacja obiektu, który znajdował się w bliskim sąsiedztwie stacji metra oraz basen zlokalizowany na dachu tego budynku.

Emiraty przede wszystkim kojarzą się nam z luksusem, bogactwem, zdecydowanie inną kulturą czy rygorystycznymi zasadami prowadzonej polityki. To w tej kulturze: są ściśle określone zasady dotyczące spożywania jak i zakupu napojów wysokoprocentowych. To w tym mieście: spotkamy ludzi z całego świata. To tutaj: każdy chce zarobić. To w tym kraju: kobiety kryją swoje wdzięki za burkami a mężczyźni chodzą w strojach zwanymi kandura. To tutaj: za nieodpowiednie zachowanie czy za niestosowny (czasami przypadkowy) gest można trafić do więzienia pod pretekstem publicznego siania zgorszenia.

Ja byłem tam kilka dni, ale poprzez swoje obserwacje postaram się odpowiedzieć: na czym tak właściwie polega fenomen tego megamiasta?

Dubaj otrzymuje prawa miejskie w 1833 roku, stając się współcześnie jednym z najbogatszych i najprężniej rozwijających się miast świata. Powstało ono na bardzo trudnym obszarze topograficznym – Pustyni Arabskiej. Samo położenie geograficzne również staje się swojego rodzaju problematyczne, gdyż średnia roczna temperatura wynosi 26,7 °C, a w okresie wakacyjnym temperatura dochodzi nawet do 40°C! Do  końcówki lat 60 XX wieku miejscowość rozwija się stabilnie, bez większego zaskoczenia. Skokiem rozwoju ekspansji przestrzennej Dubaju staje się rok 1969. Nic nie wskazywało na to, że pierwotnie ta mała wioska rybacka stanie się współczesnym megamiastem.

PIERWSZE WRAŻENIE

Pozytywne, nawet bardzo. Miasto jest super czyste i zadbane. Ogromne wrażenie (nawet na architekcie) zrobiły na mnie wieżowce. Jadąc metrem przez tą metropolię odnosi się wrażenie, że znajdujemy się w stumilowym lesie – z tym, że drzewami są ogromne budynki. Dubaj jest jednym z najbezpieczniejszych miast na świecie. Po moim czteromiesięcznym pobycie  w RPA, w końcu mogłem nacieszyć się wieczornym wyjściem na miasto. Kolejną świetną sprawą jest komunikacja miejska, gdzie za bilet całodobowy na metro, tramwaje i autobusy zapłaciłem około 20 złotych. Bardzo korzystnie wypadały ceny żywności w sklepach, gdzie za kanapkę z kurczakiem zapłacimy około 4 złotych.

Reasumując – Dubaj wbrew powszechnej opinii, może być tani! 

IKONY ARCHITEKTURY

W mieście znajdziemy całą gamę obiektów zaprojektowanych przez cenioną „śmietankę towarzyską” w środowisku architektonicznym. Zaha Hadid, Norman Foster czy Tom Wright to nazwiska, które są marką, których nie mogło zabraknąć w architektonicznym splendorze Dubaju. Penetrując miasto, udało mi się odkryć również obiekty, znane wszystkim ze zdjęć, jak na przykład: HOTEL ATLANTIS, BURJ AL ARAB czy CAYAN TOWER.

NIEKONWENCJONALNE TECHNOLOGIE

To, że przystanki autobusowe są klimatyzowane, a wi-fi można łapać wszędzie nie powinno raczej nikogo dziwić. Fenomenem natomiast okazuje się stworzenie sztucznych wysp, których kształt przypomina palmy czy mapę świata. W celu dostania się na THE PALM ISLANDS trzeba skorzystać z kolejnego nietuzinkowego rodzaju transportu, czyli MONORAIL (jednoszynowa kolejka górska). Wyspa nie stanowiła super atrakcji turystycznej, gdyż do znacznej części tych terenów jest zakaz wstępu. Ma to sens, gdyż posesje są prywatne i część z nich należy do sławnych osób m. in.: Davida Beckhama, Giorgio Armani czy Angeliny Jolie.

Jedną z największych technologii okazuje się stworzenie najwyższego budynku na świecie na terenie, którego podłoże tworzy niekorzystny pustynny piasek. Jak tego dokonano? Otóż Burj Khalifa zostaje posadowiony na palach fundamentowych, gdyż odkryto, że poniżej sypkiego materiału nośnego znajduje się grunt, który jest w stanie przenieść obciążenie tego budynku. Poza tym warto wspomnieć o systemie „schładzania” konstrukcji obiektu, poprzez przepompowanie wód głębinowych znajdujących się pod powierzchnią terenu miasta.

PERFORMATYWNOŚĆ

Niezapomniane okazują się wieczorne iluminacje świetlne budynku BURJ KHALIFA oraz pokaz THE BUBAI FOUNTAIN nad Burj Lake. Jest to pokaz fontann multimedialnych, które łączą grę światła, muzyki i strumieni wodnych. Personalnie, odebrałem ten pokaz bardzo emocjonalnie. Dodatkowo, podobne wydarzenia miałem okazję obserwować w zlokalizowanej tutaj galerii THE DUBAI MALL, która sama w sobie stanowi kolejną atrakcję turystyczną.

WIECZORNY SPACER BUSINESS BAY

To arabskie miasto oferuje niezliczoną ilość atrakcji, które można zrealizować podczas pobytu. Ja decyduje się na banał. Jadę na biznesową dzielnicę w celu przejścia się wzdłuż potoku Dubaj. W jednej z kafejek kupuję kawę na wynos i po prostu idę przed siebie. Listopadowy wieczorny upał, dookoła mnie 240 nowo wybudowanych drapaczy chmur, gdzie znajdują się inwestycje mieszkaniowe oraz komercyjne. Takim oto sposobem spędzam miły wieczór sam ze sobą. Sam ze swoimi refleksjami w BUSINESS BAY.

KONTRAST A MOŻE DIALEKT?

W celu poznania najstarszych struktur miejskich Dubaju udałem się do DUBAJ CREEK, gdzie znalazłem gwarne suki (targi), stare domy, liczne abry (łodzie) oraz wszechobecny handel. Nie ukrywam, ale w tym miejscu nie czułem się swobodnie. Prawdopodobnie dlatego, że nie lubię naganiaczy, którzy w BUR DUBAI SOUK wręcz zaciągali mnie do swoich sklepików, krzycząc przy tym „Jack Sparrow”. W pewnym momencie byłem już taki poirytowany, że słysząc owe hasło odpowiadałem: „gdzie do cholery jest mój statek!?”. Niby było zabawnie, ale największym żartem sytuacyjnym okazała się cena za puszkę herbaty, którą wręcz jeden z handlarzy wcisnął mi ręce, żądając przy tym 180 dirhamów (około 180 złotych). Nie dałem za wygraną, zapłaciłem tylko 20 złotych. Kolejną historyczną tkanką w tym mieście, którą miałem okazję zobaczyć jest dzielnica AL FAHIDI, gdzie znajdziemy budynki z chropowatymi murami, wyposażonymi w tradycyjne wieże wentylacyjne.

Jak więc wygląda język pomiędzy tradycją a nowoczesnością w tym arabskim mieście? Jest mi ciężko odpowiedzieć na to pytanie, ale w moim odczuciu Dubaj nie znalazł złotego środka pomiędzy strukturami historycznymi a współczesnymi. Byłem tam tylko kilka godzin, ale ewidentnie coś nie pasowało mi w tym miejscu. Przede wszystkim zaskoczył mnie brak tłumów turystów oraz kompletna rozbieżność pomiędzy stylem życia w tym miejscu a w innowacyjnym centrum miasta.

ZASADY, KTÓRYCH LEPIEJ NIE ŁAMAĆ

W Dubaju spotkamy się z metrem, gdzie znajdują się wagony przeznaczone tylko i wyłącznie dla kobiet i dzieci. W mieście jest zakaz okazywania sobie uczuć w miejscach publicznych. Raczej wskazane jest, aby pary niezwiązane dokumentem potwierdzającym związek małżeński mieszkały w osobnych pokojach. Dużym problemem okazuje się w tym mieście zakupienie alkoholu, który można nabyć tylko w specjalnie wyznaczonych miejscach. Przebywanie pod wpływem alkoholu bez specjalnej licencji jest karalne.  O ile powyższe sytuacje mogą skończyć się tylko mandatem, to część z tych przypadków może zostać uznana za przestępstwo, za które grozi nawet kara więzienia.

Apropo zasad, warto wspomnieć, że w tradycji islamu weekend zaczyna się już w czwartek po południu, natomiast niedziela jest normalnym dniem roboczym.

KAŻDY CHCE ZAROBIĆ

Tylko około 15 % społeczeństwa w ZEA to prawdziwi Emiratczycy, reszta to obcokrajowcy, głównie z Azji. Większość osób przyjeżdża tutaj w poszukiwaniu pracy. Co ciekawe w tym kraju istnieje hierarchia zarobków. Za ten sam wykonywany zawód najwięcej zarobią Emiratczycy, natomiast obywatele państw Europejskich znajdują się na trzeciej pozycji. Na samym końcu tej drabiny są kraje afrykańskie czy azjatyckie (głównie Indie). Tak jak w tytule, każdy chce tutaj zarobić. Nie od dzisiaj wiadomo, że prostytucja w tym mieście jest tematem tabu. Pomimo tak rygorystycznego prawa, bez problemu natrafiłem na setki rozrzuconych „wizytówek” – oczywistych usług.

W JEDNYM ZDANIU

Dubaj zaskakuje! Wbrew pozorom, ja nie odczułem super rygorystycznych zasad tego kraju. Dodam, że właściwie to pozytywnie zaskoczyłem się ich kulturą jak i stylem życia. Emiratczycy są bardzo pomocni, uprzejmi i naprawdę mili. Pozytywnie również wypadało wielokulturowe społeczeństwo w tym mieście, które nie raz zatrzymywało mnie na ulicy czy w hotelu prowadząc luźną rozmowę.

Miasto rozwija się wertykalnie i horyzontalnie nie tylko dzięki odkrytym złożom ropy naftowej, ale również dzięki polityce, która wykorzystuje potencjał lokalizacji tego kraju. Decyzja o wybudowaniu jednego z największych lotnisk na świecie oraz decyzja o rozwoju turystyki zapewnia długotrwałe dochody państwu.

Durban II

Durban II

Kontynuacja artykułu DURBAN I. AFRYKAŃSKI VIBE Durban jest bardzo różnorodny pod względem społeczeństwa, architektury czy tez stylu życia. Centrum miasta jest właśnie miejscem, gdzie można doświadczyć typowej Afryki. O tym, jak bardzo niebezpieczne jest miasto naczytałem się nie raz. Wydaje się, że to właśnie centrum […]

Durban I

Durban I

Dlaczego pojechałem do RPA i dlaczego akurat do Durbanu? Fascynacja Afryką była od zawsze. Dla mnie jest ona nieoczywista, nieodkryta, niezrozumiała a nawet powiedziałbym, że abstrakcyjna. Kraj wbrew pozorom nie wydaje się być super zacofany, a językiem urzędowym jest język angielski. W marcu ubiegłego roku […]

Mahlabathini

Mahlabathini

Ostatni weekend w kraju zwanym Krainą Tęczy chciałem spędzić wraz z moimi przyjaciółmi, gdziekolwiek poza Durbanem. Początkowo, w planach miałem wielką podróż w północną część RPA: Kruger Park, Blyde River Canyon, Panorama Route itd… Później, bardzo chciałem pojechać na wybrzeże Sodwana Bay. Ostatecznie jednak, padło na Oribi Gorge Nature Reserve – a konkretnie na Lake Eland Game Reserve. Dlaczego? Ogromnym problemem stał się transport.

Po podjęciu decyzji o spędzeniu weekendu nurkując na rafie koralowej Sodwana Bay, okazało się to niewykonalne. Istniejący transport publiczny tzw. „taxis” – nie przekonał mnie do tak dalekiej podróży. Chodzi mi tutaj bardziej o fakt, że busy nie uchodzą za bezpieczne, a w szczególności dla białoskórych użytkowników. Innym czynnikiem decydującym, była odległość pomiędzy miejscem mojego zakwaterowania, a punktem docelowym. Busy odpadły, wynajem własnego samochodu z uwagi na ruch lewostronny na “afrykańskich warunkach”, również. Na tym właśnie zakończyły się moje alternatywy, gdyż transport publiczny praktycznie tam nie istnieje. W grę wchodziły jeszcze pociągi, które są niebezpieczne chyba nawet dla lokalsów… To co? Może jakaś zorganizowana wycieczka z przewodnikiem? Niestety, nawet ta opcja z uwagi na wycenę, okazała się totalnie poza zasięgiem. Ostatecznie, udało mi się przekonać Senzie, aby była kierowcą do naturalnego rezerwatu Oribi Gorge.

Zanim jednak trafiliśmy na miejsce, udało nam się zabłądzić i to kilkukrotnie… Rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, podczas trasy był fakt, iż na tych terenach Południowej Afryki występują liczne pola trzcin cukrowych. Wiąże się to z bardzo krótką, ale jakże bogatą historią państwa. Od samego początku kolonizacji, tereny te były dla nowych osadników idealne do uprawy i produkcji tej właśnie rośliny. W rezultacie, z powodu braku taniej siły roboczej w 1860 roku do Durbanu i prowincji KwaZulu-Natal sprowadzono ogromną ilość społeczeństwa indyjskiego. Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od spędzenia krótkiej chwili w kanionie Oribi Gorge, na dnie której płynie lokalna rzeka Mzimkhulwana.

Nieopodal tego miejsca, znajdował się nasz punkt docelowy, czyli Lake Eland Game Reserve. Po uiszczeniu opłaty za wstęp, wjechaliśmy na teren naturalnego rezerwatu, który został założony w 2003 roku. Wbrew pozorom, obszar ten zaoferował naszej czwórce dzień pełen atrakcji. Przede wszystkim, ogromnym zaskoczeniem był dla mnie sam teren i jego wielkość, która wynosi 2500 hektarów! Kolejną rzeczą, która zrobiła na mnie wrażenie, były domki letniskowe. Drewniane chatki zlokalizowane nad jeziorem, oferują szansę spędzenia nocy w samym centrum rezerwatu, które wręcz skradło moje serducho! Niemniej jednak, musiałem zejść na ziemię. Mój pobyt tam, był jednodniowy, bez dokonanej rezerwacji noclegu. Przyznam się, że kolejny raz kiedy wrócę do RPA, będzie to miejsce gdzie zdecydowanie będę chciał spędzić chociażby jedną noc.

Naszą wycieczkę rozpoczęliśmy od poszukiwania dzikich zwierząt. Na terenie rezerwatu była możliwość zobaczenia kilkunastu gatunków zwierząt, w tym geparda! Pogoda tego dnia nie należała do najlepszych. Padało i było zimno… Czynniki te zdecydowały o tym, że finalnie udało nam się znaleźć tylko kilka gatunków zwierząt. Między innymi były to zebry, bawoły, antylopy czy małpy. Jestem prze szczęśliwy, że znowu udało mi się być na „safari”, a pogoda zamiast zniechęcić – wręcz przeciwnie. Zbudowała niesamowity klimat tego miejsca, nadając mu swojego rodzaju niepowtarzalny i tajemniczy urok.

Kolejnym naszym punktem, wśród wielu atrakcji miał być zjazd ZipLine. Nasze wcześniejsze błądzenie sprawiło, że większość atrakcji była już zamknięta – w tym również możliwość zjechania 14 zjazdami na ZipLine. Na nasze nieszczęście, szybko udało nam się znaleźć inną, równie świetną atrakcję, czyli przejście się na podwieszanym moście. Wooow! W połowie drogi naprawdę odczuwałem ogromny dyskomfort, przemieszczając się mostem zawieszonym kilkadziesiąt metrów nad lasem rezerwatu. Ciągła mżawka tego dnia sprawiła, że dodatkowo most był śliski i podwójnie niebezpieczny. Co za przygoda! Zdecydowanie będę to wspominać jeszcze bardzo, bardzo długo!

Ostatnią wybraną przez nas aktywnością, była po prostu objazdówka samochodem i zachwycanie się spektakularną, otaczającą nas panoramą przyrody. Paintball, skuter tour, jazda na rowerach, łowienie ryb czy jazda konno to atrakcje, które oferował nam Lake Eland Game Reserve i których z uwagi na czas nie udało nam się już niestety zrealizować. Na terenie rezerwatu znajduje się również restauracja, gdzie udaliśmy się na kawę i obiad. Szczerze – burgery, które tam serwują były jednymi z najlepszych jakie kiedykolwiek jadłem, a i cena była bardzo przyzwoita. Po bardzo intensywnym popołudniu udaliśmy się w drogę powrotną do naszego miasta, do Durbanu.

fot. Senzie Mlambo, Luyolo Mgoboli, Weronika Denga

Ubuntu

Ubuntu

Odstępstwem od idei mojego bloga, którego motywem przewodnim są miejsca czy miasta jest niniejszy artykuł, który dotyczy pewnej filozofii oraz społeczności, która pomaga innym. Ubuntu to zuluskie słowo, które oznacza „jestem, ponieważ ty jesteś”… Często też używane jest w bardziej filozoficznym sensie: ”wiary w uniwersalną […]

Pretoria

Pretoria

Mój pobyt w jednej z trzech stolic Republiki Południowej Afryki nie należał do zbyt długich. 5 Listopada byłem w Pretorii dosłownie kilka godzin. Nie zmienia to jednak faktu, iż to miasto wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Plusem, który o tym zadecydował był na pewno […]

Greytown

Greytown

Dokładnie miesiąc temu otrzymałem propozycję spędzenia weekendu w rodzinnym mieście właścicieli od których wynajmuję mieszkanie. Greytown jest oddalone 150 kilometrów od Durbanu. Miasto, które zostało założone w 1848 roku, niestety nie oferuje zbyt wielu ciekawych atrakcji dla turystów. Jego liczba mieszkańców wynosi około 10 tysięcy, a struktura miejska nie stanowi jakiegokolwiek ciekawego rozwiązania urbanistycznego. Tkanka miejska to w dużej mierze po prostu krzyżujące się pod kątem prostym ulice z wyznaczonymi parcelami z zabudową jednorodzinną. Obszar ten w przeszłości należał do Królestwa Zulu, które upadło w 1897 roku stając się obecną częścią Republiki Południowej Afryki. Moim noclegiem był stary kolonialny budynek, który kiedyś należał do rodziców Karin, a w przeszłości był szpitalem. Jej rodzice zaadoptowali ten budynek na obiekt mieszkalny, który z 3 stron jest otoczony kolonialnymi kolumnami z przepięknymi gankami. Mój pobyt tam polegał głównie na chillout’cie i odpoczynku.

Na przedmieściach Greytown dostrzegłem obszar, który został objęty państwowym programem The Reconstruction and Development Programme. Na czym polega RDP? Południowoafrykański program polityki społeczno-gospodarczej jest realizowany od 1994 roku przez rząd afrykańskiego Kongresu Narodowego Nelsona Mandeli. Przede wszystkim program ten w dużej mierze ma polegać na rozwiązaniu problemów społeczno-gospodarczych, które są konsekwencjami walki z poprzednikami reżimu apartheidu. Rząd dzięki powyższemu programowi chce polepszyć stopę życiową najbiedniejszej warstwy społeczeństwa, poprzez próbę rozwiązania ich problemów z fatalną jakością zabudowy mieszkaniowej, dostępem do bieżącej wody, prądu, reformy posiadania gruntów, dostępu do opieki zdrowotnej czy możliwości znalezienia legalnej pracy w mieście. Brzmi pięknie! Świetna idea niesienia pomocy rdzennym mieszkańcom Republiki Południowej Afryki, natomiast sam program w rzeczywistości prezentuje się znacznie gorzej.

Wyżej zamieszczone zdjęcie obrazuje jak w rzeczywistości wygląda zabudowa mieszkaniowa tworzona dla najbiedniejszych mieszkańców RPA. Problem polega na tym, że nowe struktury są tworzone na zasadzie „kopiuj – wklej” i nie tylko w Greytown, ale praktycznie na wszystkich przedmieściach większych południowoafrykańskich miast. Rząd afrykański pomimo szczytnego celu niesienia pomocy, zapomniał o najważniejszych potrzebach mieszkańców tych przestrzeni. Program ten poza „nowym” domem nie stanowi zbyt wielu alternatyw polepszenia standardów życiowych społeczności. Brakuje przede wszystkim wykreowania przestrzeni mieszkaniowych, które sprzyjałyby integracji tej społeczności. Przestrzenie te nie zostały wyposażone w jakiekolwiek usługi, zapewniające znalezienie pracy dla lokalnej społeczności. Władze RPA dały społeczności RYBĘ a nie WĘDKĘ. Można rzec, że sami kształtują „współczesne struktury slumsów” w imię idei niesienia pomocy…

Podczas mojej wizyty pojechałem również do oddalonego nieopodal miasta punktu widokowego The Kop, znajdującego się w miejscowości Ntunjambil. Z owymi wzgórzami – wiążą się również liczne zuluskie legendy. Jedna z nich głosi, że w bliskim sąsiedztwie tej góry znajduje się jaskinia, którą zamieszkiwali kanibale oraz duchy, które porywały leniwe dzieci! 😯 Z punktu widokowego rozprzestrzeniał się wspaniały widok na lokalne wioski. Podczas obserwacji danego terenu rozpocząłem dyskusję z Karin, że jest to smutne, że pomimo tylu lat kolonizacji ci ludzie nadal nie nauczyli się jak kształtować obszarów ruralistycznych. Ciągle w afrykańskich strukturach brakuje jakiegoś ładu, miejsca spotkań czy po prostu przestrzeni usługowej, która zaopatrywałaby okolicę. Moje myślenie było błędne. Bo cholera! Jak Europejczyk ma zrozumieć Afrykę i jej system? Ci ludzie przecież stworzyli coś na miarę swoich możliwości, oni tak żyją – na tyle, ile im jest to potrzebne. Nie mogę przecież oceniać tego jak radzą sobie z kreowaniem swoich miejsc zamieszkania czy struktur miejskich, bo patrzę na to przez mój skażony, europejski obraz postrzegania standardów. Afrykańska społeczność stworzyła przecież niezrozumiałą dla mnie, swoją własną strukturę o niepowtarzalnej tożsamości! Jaka płynie z tego lekcja? Nie oceniaj tego czego nie rozumiesz, a postaraj się spojrzeć na to przez całkowicie inny, nie skażony niczym sposób. Afryka jest czymś co stanowi ogromną zagadkę, ale nadal jest atrakcyjna w swój własny niezrozumiały jeszcze dla mnie sposób..